Co u nas nowego?
Uparciuch

2011-12-04

 

Problem pojawił się już pod koniec poprzedniego roku szkolnego. W czasie wakacji Michał był bardziej wypoczęty i miał mniej terapii, więc rzadziej dochodziło do takich sytuacji. Na turnusie rehabilitacyjnym i w trakcie nowego roku szkolnego problem ujawnił się z całą siłą. Michał miewa niekontrolowane i nie do opanowania napady złości. Najczęściej dzieje się to, gdy jest od rana pobudzony, prawdopodobnie z przemęczenia. Wówczas z byle powodu upiera się na coś, co sobie ubzdurał i nie odpuszcza za nic. To było np. rysowanie godła w żółto-niebieskich barwach, słuchanie w samochodzie w kółko tej samej piosenki, pisanie w szkole lewą ręką, zmuszanie Zuzi do wymyślonej przez niego zabawy, mówienie że rano je się kolację, odmawianie pracy na terapii itp.

Najwięcej takich uporów zdarza się w sytuacjach, gdy coś się od Michała wymaga, czyli w szkole lub przy odrabianiu lekcji, ale nie tylko. Spokojne tłumaczenie i przekonywanie Michała do niczego nie prowadzi, a tylko wzmaga w nim napięcie. Nie zdaje także egzaminu motywowanie go pozytywnie (nagrodą) czy negatywnie (karą). Jeżeli w takich sytuacjach nie ustąpi się Michałowi, najczęściej dochodzi do nerwowej sytuacji kończącej się płaczem, histerią lub agresją z jego strony. Testowaliśmy różne sposoby wyjścia z takich sytuacji i jest to jak balansowanie na linie – najczęściej kończy się upadkiem. Próbowaliśmy obracać takie konflikty w żart, odwracać jego uwagę na inną aktywność – nie działa. Czujemy się bezsilni i bardzo zmartwieni, bo coraz częściej takie napady zdarzają mu się w klasie i niekiedy kończą się bardzo niesympatycznie. Każdego dnia odbieramy go ze szkoły z obawą, czy znów nie zrobił awantury. Szkoda nam go bardzo jak wpada w histerię i ewidentnie męczy się z tym. Jednak uleganie mu do niczego dobrego nie doprowadzi. Tym bardziej w szkole przy innych dzieciach takie zachowania nie mogą być akceptowane.

 

ImageDlatego poprosiliśmy o pomoc terapeutkę z Synapsis, która ostatnio spędziła dzień w klasie na obserwacji Michała. Po naradzie „bojowej” z nauczycielkami pomogła nam uświadomić sobie na czym polega problem Michała. Jego próg napięcia, z którym potrafi sobie poradzić jest bardzo obniżony, szczególnie gdy jest przemęczony. Dlatego tak łatwo przelewa się czara goryczy. Ponadto, od Michała wszędzie ktoś coś wymaga (my, terapeutki, nauczyciele). Widać, że ma tych wymagań stawianych sporo, bo odreagowuje to w dość osobliwy sposób. Po szkole bardzo często siada z ołówkiem i robi nam zadania i bardzo potrzebuje, abyśmy my byli uczniami a on nauczycielem. No i rozwiązujemy nawet po kilkanaście zadań dziennie. Niestety, nie możemy za bardzo zredukować terapii jeśli chcemy, żeby Michał nadrabiał deficyty rozwojowe. Musimy więc znaleźć sposoby obniżania jego napięcia i zmniejszyć obciążenie chociażby pracami domowymi, żeby miał więcej czasu na odpoczynek. No i bardzo liczymy na dłuższy odpoczynek w święta i ferie zimowe, które spędzi u babci, co zawsze działało niezwykle kojąco.

 

Ostatnio ucieszyło nas, że Michał potrafił po kilku takich konfliktach powiedzieć „przepraszam” lub napisać list z przeprosinami czy próbą wyjaśnienia, że np. „zdenerwował mu się mózg”.  Ten list obok napisał po aferze gdy odmówił pójścia na zajęcia integracji sensorycznej i nakrzyczał na panie w świetlicy. Za karę mama obraziła się na niego (dla niego najgorsza kara z możliwych!) i miał się bawić sam w swoim pokoju. Zawsze jednak takie przeprosiny miały miejsce już po jakimś czasie, gdy się uspokoił. Wtedy też dopiero można z nim na spokojnie, bez emocji porozmawiać i wyjaśnić gdzie leży przyczyna jego zdenerwowania. Na pewno lepiej do niego trafiają nasze wyjaśnienia jeśli rozrysujemy mu sekwencję wydarzeń jak komiks, a nie jak robimy mu pogadanki. Coraz więcej wiemy, rozumiemy i mamy nadzieję, że apogeum mamy za sobą i że nad tym także zapanujemy. Trzymajcie za nas kciuki!

 

 
Objazdowe wakacje

2011-09-04

 

Niestety, wakacje w większości spędziliśmy w domu, bo znaczną część urlopu musieliśmy w tym roku przeznaczyć na wykończenie mieszkania. Z odsieczą przybyli nam dziadkowie, którzy na szczęście są dyspozycyjni i potrafią zająć się Michałem. Dzieci pojechały nawet na tygodniowy wypad nad jezioro z dziadkiem i wszyscy dali sobie radę (dziadek z dziećmi, a dzieci z dziadkiem Wink ). Trzymali sztamę i dobrze się bawili. Bardzo doceniamy, że możemy liczyć na pomoc naszych rodziców, bo wiemy, że często dziadkowie nie potrafią porozumieć się i poradzić sobie z wnukami autystami. Żałujemy tylko, że dziadkowie mieszkają 500 km od Warszawy...

 

Na upragnioną i wyczekaną wyprawę wakacyjną wyruszyliśmy w sierpniu i byliśmy po kilka dni nad jeziorem na Warmii, nad morzem, u kuzynów w Poznaniu i na spokojnej wsi u przyjaciół w zachodnipomorskiem. Dzieci okazały się cierpliwymi kompanami w podróży. Na Warmii i nad morzem dążyliśmy m.in. do poszerzenia jadłospisu Michała o ryby. Mamy z tym nie lada problem, bo dzieci z autyzmem łatwo wpadają w stereotypie i generalnie nie przecierają nowych „ścieżek”. Choć Michał w wielu sprawach jest pod tym względem nietypowy i lubi nowości, tak w sprawach jedzenia stawia zdecydowany odpór nieznanym potrawom. Nawet jeśli kiedyś jadł coś ze smakiem, to jeśli przez dłuższy czas tego nie je, będzie z uporem mówił że tego nie lubi. No i w ten sposób znielubił ryby. Dwa razy udało nam się podstępem zmusić go do zjedzenia ryby (okonia i sandacza) i okazało się, że mu smakowały. Odtąd mówi nadal, że nie lubi ryb, ale dodaje że oprócz okonia i sandacza.

 

W Poznaniu i na wsi Michał był wśród innych dzieci i mogliśmy go poobserwować jak radzi sobie w towarzystwie. Widzimy przede wszystkim, że bardzo mu zależy na zabawie z dziećmi, bo rzadko chciał się bawić sam. Chociaż jego zachowanie i propozycje wspólnej zabawy są nadal generalnie dziwne i dość niezrozumiałe dla innych, to w tym roku dostrzegliśmy, że momentami ta zabawa była taka „naturalna” jak między zdrowymi dziećmi. Łatwiej mu jednak było nawiązać taki kontakt z młodszymi dziećmi (najlepiej dziewczynkami) niż z rówieśnikami. Było to oczywiście grono dobrze mu znajomych dzieci, więc niereprezentatywne warunki. Jedna z zabaw, którą Michał zaproponował i w którą ochoczo zaangażowały się koleżanki, to zabieg spa à la „Cezar” (patrz poniżej). 

 

Image

 

W sytuacjach, gdy Michał zwraca się do obcych dzieci mniej więcej w jego wieku, np. na placu zabaw, praktycznie zawsze spotyka się z niezrozumieniem i niechęcią. Jest to dla nas ciut przykre i coś tam zawsze w sercu zakłuje, ale zdajemy sobie sprawę, że to nie jest wina tych dzieci i że ich reakcje są naturalne. Nie smuci nas to jednak, bo zdajemy sobie sprawę że mamy ogromne szczęście, że Michał jest w stanie w ogóle porozumiewać się. Nie zapominamy, że zaczynaliśmy naszą pracę od stanu, w którym Michał nie nawiązywał jakiegokolwiek kontaktu z otaczającym światem. Nie wybiegamy też daleko w przyszłość i nie robimy sobie nadziei, nie stawiamy sobie wielkich celów. Robimy kolejne małe kroczki...

 

 

 

 
Koniec pierwszej klasy

2011-07-04

 

ImageOj, ciężka była końcówka. Michał był już przemęczony i ciężko było go nakłonić do odrabiania lekcji. Niestety, w szkole też fikał i coraz częściej oponował paniom. No, ale najważniejsze, że Michał znalazł się w grupie dzieci i że jest generalnie lubiany, choć jego zabawy są dla nich dość niezrozumiałe. Najbliżej zakumplował się z dwoma dziewczynkami, które traktują go jak młodszego kolegę i starają się nim zaopiekować. Jakkolwiek jest to specyficzna relacja, to cieszy nas, że przede wszystkim jest akceptowany i że wchodzi w interakcje z innymi dziećmi. To jest dobry grunt do dalszej pracy nad umiejętnościami społecznymi Michała i nad wypracowaniem bardziej naturalnych relacji z rówieśnikami. Pod sam koniec semestru Michał miał małą wystawę swoich rysunków w szkole. Jego stwory-potwory zostały zaprezentowane na tablicy na korytarzu, czym zaimponował klasie i „zaistniał” w szkole.

 

W międzyczasie przeprowadziliśmy się i mamy nowych sąsiadów. Michał bardzo łatwo zaaklimatyzował się w nowym mieszkaniu, co nie było takie pewne. Zwykle dzieci autystyczne bardzo trudno akceptują jakiekolwiek zmiany, mają tendencję do „chodzenia tylko wydeptanymi ścieżkami”. Co więcej, Michał zakumplował się bardzo blisko z synem sąsiadów, który jest od niego znacznie starszy. Michał naprawdę baaardzo go lubi i chce spędzać z nim każdą wolną chwilę. Można powiedzieć, że nasz synek się zaprzyjaźnił...

A w kwestii rowerka to umiejętność ta nie stanowi już dla Michała wyzwania. Śmiga na nim bardzo sprawnie i mamy nawet na koncie wycieczki o dystansie kilkunastu kilometrów. No, to czas na wakacje i relaks...

 

Image 

 

 
Odkrywamy nowe talenty

2011-04-12

 

W ostatnich miesiącach odkryliśmy wiele nowych zdolności naszego synka. W szkole nadal idzie jak burza przez kolejne sprawdziany. Wszystkie są na 5. Pani robi mu czasem dodatkowe, żeby się nie nudził. Raz dała mu do zrobienia test wiedzy o Unii Europejskiej i ku jej zdziwieniu uzyskał 100% punktów. Może wstyd się przyznać, ale odpowiedział poprawnie na pytania, na które my nie znaliśmy odpowiedzi ;) Z matematyki jest tak dobry, że Pani chciała go posłać na szkolny konkurs, ale niestety rozchorował się w tym czasie. Okazuje się do tego, że ortografia też nie jest dla niego problemem. Michał nigdy nie robi błędów w wyrazach, które zna i wydaje nam się, że zawdzięcza to nadprzeciętnej pamięci wzrokowej.

No, dość o intelekcie. Pora na sprawności ruchowe! Na wakacjach byliśmy nad morzem i Michał nauczył się troszkę pływać. Posłaliśmy go więc na naukę pływania. Pierwsze zajęcia poszły fatalnie, bo Michał w ogóle nie chciał z terapeutką współpracować. Basen kojarzył mu się do tej pory wyłącznie z frywolnymi zabawami, a nie regularną nauką. Potem było już tylko lepiej. Teraz potrafi sprawnie pływać i nurkować. A zajęcia są bardzo pomysłowe, więc się nie nudzi i nawet czasem posłusznie wykonuje polecenia ;)

 

Zapraszamy na obejrzenie filmiku z tych zajęć.

 

Nadeszła już wiosna i zaczęliśmy sezon rowerowy. No i najwyższa już pora na naukę jazdy na dwóch kółkach! Mamy jednak pewne obawy z tym związane. Są one powodowane tym, że Michał nie za bardzo wie co to lęk i może uprawiać jazdę w stylu „kamikaze”. Uczymy go więc jeździć w lesie, aby „lądowania” były miękkie. Michał z dnia na dzień robi postępy. Wypadków większych nie było i wszystkie gnaty są całe, może tylko z wyjątkiem kręgosłupa ojca, który trzeszczy od ciągłego zginania. Po jednej wywrotce tata tłumaczył Michałowi, że musi się starać trzymać równowagę, a Michał rozżalony z pretensją w głosie wypalił: „Ale tato, równowaga nie działa!”

 

 
Pierwszy dzień zimy

2010-11-28

 

ImageMichał uwielbia zimę i śnieg. Już od miesiąca prawie codziennie pytał kiedy będzie śnieg i że on już chce. No i wczoraj wieczorem zaczęło solidnie sypać. Michał kazał mi więc wygrzebać ze schowka sanki. W tym czasie ubrał się i zamierzał sam się wybrać na górkę pod domem o 20:00. Musieliśmy mu odmówić (wiem wiem, jesteśmy rodzicami bez serca), więc siedział w piżamie w sankach do końca wieczora. Ale dziś rano jako pierwsi na osiedlu przecieraliśmy szlaki w śniegu. Pozjeżdżaliśmy z górki, zrobiliśmy bałwana Lucyfera i urządziliśmy sobie wojnę na śnieżki – oczywiście tata poniósł druzgocącą porażkę. Teraz kibicujemy, żeby słupek rtęci trzymał się nisko i żeby dalej padało.

W szkole przez ostatni tydzień Michał już znacznie rzadziej brzydko się odnosił do Pań i dzieci. To ważne, że udaje się nam modelować jego zachowanie poprzez konsekwentne stosowanie nagród i kar i że na efekty nie trzeba długo czekać. Zaznaczył się także postęp na innym polu. Otóż dla Michała czas jest nadal czystą abstrakcją i właściwie nie istnieje. Choć wie co to znaczy „szybko” i „powoli”, to nie widzi potrzeby, żeby z jakiegokolwiek powodu się spieszyć, gdy ktoś go o to prosi. Ciężko jest więc nam skutecznie wymagać od niego, aby się ubrał samodzielnie i szybko. Jest cwany, bo gdy widzi, że nam się spieszy, to obie jego rączki stają się lewe i prosi nas o pomoc w ubraniu. Faktem jest, że wiele sytuacji kończyło się naszą porażką i go ubieraliśmy, bo trzeba było szybko wyjść. No i Michał przeniósł tą sytuację do szatni szkolnej. Jakby go zostawić samego, to i z 20 minut by się rozbierał. Co chwila trzeba go ponaglać i przypominać mu, żeby teraz powinien np. schować czapkę do rękawa kurtki. Trzeba było zmienić taktykę. Zastrzegliśmy, że czekamy na niego aż się ubierze 5 minut i potem idziemy (oczywiście daliśmy mu 7 minut). Wcześniej poinformowaliśmy Panią szatniarkę, że będziemy blefować. Michał oczywiście niewiele sobie z tego robił i celebrował pobyt w szatni. Po upływie 7 minut (oficjalnie 5 minut) wyszliśmy pożegnawszy się z synkiem. Michał wybiegł za nami krzycząc, abyśmy się zatrzymali. Dzięki Bogu okazało się, że jednak nie jest mu wszystko jedno czy rodzice są czy już wyszli. To zrobiło na nim wrażenie i szybko się ubrał. W ostatnim tygodniu przed wejściem do szatni przypominamy mu, że trzeba się ubrać szybko i Michał traktuje to już poważniej. Nasz rekord jak dotychczas, to 4 minuty i 40 sekund, ale będziemy go bili jak Siergiej Bubka!

 

 
««  start « poprz. 1 2 3 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 1 - 9 z 27

Zamów newsletter